Akcja filmu rozgrywa się w drugiej połowie lat 90. w środowisku „elity” tak zwanej przestępczości zorganizowanej. Z rąk zawodowego zabójcy, nieuchwytnego Kilera, ginie gangster Gilotyna. Komisarz Ryba, indagowany przez dziennikarkę Ewę stwierdza przed kamerami, że Kiler to wymysł mediów.
Mutual Needs. Poison Ivy: The New Seduction [a] Scorned 2 [a] Shades of Gray (a.k.a. Twisted Passion) [a] Sorceress II: The Temptress. This World, Then the Fireworks [a] Zero Woman: The Accused, Japanese erotic-thriller. Zero Woman: The Hunted, Japanese erotic-thriller.
Hasło do krzyżówki „Olsen” w leksykonie krzyżówkowym. W naszym internetowym słowniku szaradzisty dla słowa Olsen znajduje się prawie 58 opisów do krzyżówek. Definicje te zostały podzielone na 8 różnych grup znaczeniowych.
Name wordplay: Maybe your actual name is the perfect way to show you're a mobster meanie. For instance, infamous gangster and henchman Jack McGurn was nicknamed "Machine Gun," obviously for his specialty, but also for the similarity to his last name. With that said, here's a list of our favorite 100 gangster, mobster, and mafia-style names to
Listen to Ostatni raz (Z filmu „Jak pokochałam gangstera”) [feat. Kasta] - Single by Ania Karwan & Grzech Piotrowski on Apple Music. 2021. 1 Song. Duration: 3 minutes.
Crime film. Crime films, in the broadest sense, is a film genre inspired by and analogous to the crime fiction literary genre. Films of this genre generally involve various aspects of crime and its detection. Stylistically, the genre may overlap and combine with many other genres, such as drama or gangster film, [1] but also include comedy, and
Gangster (1997) - film - 26 obrázkov. Fotky, plagáty, momentky z nakrúcania a ďalšie obrázky. Gangster (1997) - film - 26 obrázkov. Pre pridanie filmu sa
Film Gangster Ka hýbe českou filmovou scénou. V návštěvnosti trhá rekordy, diváci jsou ohromeni, jak to v mafiánském světě chodí. Drsných scén ve filmu je nespočet. Kdo ale koho hrál? Jaké jsou hlavní postavy? My vám to moc rádi objasníme.
gangster z filmu kiler. Udziel prawidłowej odpowiedzi na proste pytanie „gangster z filmu kiler”. Jeżeli nie znasz prawidłowej odpowiedzi na to pytanie, lub pytanie jest dla Ciebie za trudne, możesz wybrać inne pytanie z poniższej listy. Jako odpowiedź trzeba podać hasło (dokładnie jeden wyraz). Dzięki Twojej odpowiedzi na
Jednáme již i o další spolupráci,“ řekl Blesku producent filmu Gangster Ka Adam Dvořák. Drsný film o Radovanu Krejčířovi sice vstoupí do kin až 10. září, ale Blesk.cz získal videoukázku už nyní. Podnikatele Krejčíře, který je obviněn z vraždy a mnohamilionových podvodů, hraje Hynek Čermák.
LpQJ. Na swoim koncie ma zabójstwo, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i wiele wskazuje na to, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Poszukiwany od lat 90. Vladimir Volkov to jeden z najgroźniejszych przestępców, którego próbują wytropić kryminalni z Gdańska. Pochodzący z Rosji killer - o ile wciąż żyje - ma dziś 66 lat i pozostaje nieuchwytny. Zdjęcie Vladimira Volkova, którym posługuje się Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku, jest czarno-białe. Widać na nim mężczyznę w sile wieku, który pewnie spogląda w obiektyw aparatu. Fotografia jest nieaktualna. Rosjanin (syn Petra i Ireny) dziś byłby po sześćdziesiątce. Jak wygląda teraz? Oficjalnie nie wiadomo. Wiadomo za to, że od lat szukają go kryminalni. Wspomniana czarno-biała fotografia Volkova to jedyna, jaką można znaleźć w sieci. Dostępny jest jeszcze jego rysopis. Rosjanin opisywany był jako muskularny mężczyzna o krępej sylwetce, z ciemnymi włosami (kolor jest niewidoczny na zdjęciu). Z blizną na nodze - najpewniej po ranie postrzałowej. O tym, że mamy do czynienia z niezwykle groźną osobą, świadczą szczegóły. Podstawą ścigania Volkova był tzw. typ kwalifikowany zabójstwa - "w związku z wzięciem zakładnika, zgwałceniem albo rozbojem". "Rosyjski killer" związany z trójmiejskim półświatkiemWięcej szczegółów na temat Rosjanina ustalili dziennikarze Janina Blikowska i Marek Kozubal, którzy w artykule "Bandyci z Top Listy" pisali:Vladimir Volkov to (...) rosyjski killer, niegdyś związany z trójmiejskim półświatkiem. 1 października 1998 r. w Głogowie razem z członkami gangu z zimną krwią zastrzelił z kałasznikowa braci Krzysztofa i Dariusza S. Następnie zrabował torbę z 300 tys. zł. Volkov kierował gangiem, który specjalizował się też w porwaniach. W czerwcu 1998 r. wziął zakładnika i przetrzymywał go cztery dni. Za uwolnienie żądał okupu w wysokości miliona marek. Bliscy ofiary nie mieli pieniędzy, dlatego przestępca wypuścił porwanego. Kilka dni potem uprowadził inną osobę. Wypuścił ją po otrzymaniu 300 tys. marek okupu. W jego mieszkaniu w Gdyni policjanci znaleźli rewolwer wraz z amunicją oraz sfałszowany banknot o nominale... 500 tys. starych złotych. Zdaniem prokuratury Volkov posługiwał się kilkoma paszportami na różne głów w sprawie VolkovaJak się dowiedzieliśmy, poszukiwaniami Volkova od 2007 roku zajmują się funkcjonariusze Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. To tzw. łowcy głów. Sprawę przejęli z ówczesnego Komisariatu Policji Gdynia Śródmieście, który rozpoczął tropienie Volkova jeszcze w 1994 też:Archiwum X. Pomorscy śledczy od spraw beznadziejnychOd gdańskich policjantów usłyszeliśmy, że Rosjanin poszukiwany jest przez różne prokuratury w Polsce. Chodzi o: nielegalne posiadanie broni palnej i posługiwanie się fałszywymi środkami płatniczymi,zabójstwo,kierowanie zorganizowaną grupą o charakterze zbrojnym, dokonującą napadów rabunkowych, porwań dla okupów, zabójstw. Policjanci przyznają, że poszukiwany od lat 90. przebywał na terytorium Polski, gdzie stworzył grupę przestępczą, zajmującą się napadami i rozbojami z użyciem broni palnej na terenie dawnego województwa wrocławskiego, gorzowskiego oraz nie żyje?Pomorska policja poszukuje mężczyzny z uwagi na tzw. właściwość miejscową pierwszej podstawy poszukiwań wydanej przez Prokuraturę Rejonową w Gdyni. Czytaj też:Uchylono areszt skazanemu ws. pobicia "Zachara", a on uciekłCzy uda się ująć Volkova? To pytanie, które zadaje sobie chyba coraz mniej osób. "Od kilku lat nie mamy o nim żadnych informacji" - przyznawali śledczy dziennikarzom piszącym o przestępcach. Już wówczas mundurowi nieoficjalnie mówili, że nie ma pewności, czy Rosjanin w ogóle żyje.
Od momentu gdy pojawił się w zielonogórskim klubie minęło już ponad 30 lat. Kierował nim ledwie 4 sezony, a jednak gdyby przeciętnemu kibicowi kazać wymienić nazwiska kilku najbardziej znanych prezesów w historii polskich klubów żużlowych, to nazwisko Zbigniewa Morawskiego z pewnością przewinęłoby się często. To on pokazał całej Polsce jak zrobić wynik, a przy okazji z wydarzenia sportowego uczynić show w amerykańskim stylu. Jeśli szukać kogoś, kto dał podwaliny pod to, że dziś PGE Ekstraliga jest najlepszą i najbogatszą żużlową ligą świata, to byłby nim właśnie on. Zbigniew Morawski mocno popchnął polski żużel ku zawodowstwu. - W 1989 roku zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski, a potem przyszedł kryzys, bardzo słaby sezon. Następowały zmiany ustrojowe, kończyło się wsparcie od państwowych zakładów pracy, bo wszystko zaczynało upadać. W 1990 roku odbiło się to na naszych wynikach. Ledwo po barażach (ze Spartą Wrocław - przyp. red.) uratowaliśmy się przed spadkiem. Przygotowania do kolejnego sezonu też wyglądały słabo. Brakowało pieniędzy na sprzęt, motocykle. Nagle jednak zdarzył się cud - powiedział Sławomir Dudek, wówczas jeden z zawodników Falubazu. - Działacze znaleźli darczyńcę w osobie pana Morawskiego i zaczął się boom. Wszedł do klubu z wielkimi pieniędzmi i przewrócił wszystko do góry nogami. Sprzęt, który mieliśmy do tej pory, poszedł do szkółki, a my w ciągu dwóch miesięcy dostaliśmy wszystko nowe, z najwyższej półki. W Szwecji mieliśmy szyte kombinezony, w Danii zamawiane silniki. Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Wyglądało to tak jak w bajce o Kopciuszku. Weszła czarodziejska wróżka, puknęła w stół i z dyni... zrobiła się kareta - dodał z uśmiechem. Eleganckie toalety na wsi Morawski szybko przekształcił klub w prywatny biznes, nazwał go swoim nazwiskiem, zainwestował w obiekt, a rodzimi zawodnicy w jego składzie stali się pierwszymi polskimi żużlowcami z zawodowymi kontraktami. Dostawali spore pieniądze z zawartych umów, a do tego po każdym meczu mogli jeszcze liczyć na specjalne bonusy od prezesa. - Sprzętu nam nie brakowało, nowe części pojawiały się w klubie na życzenie, prezes wyciągał pieniądze i pytał, czego potrzebujemy. Chciałeś mieć nowy silnik, to miałeś - wspominał parę lat temu jeden z liderów ówczesnego Morawskiego, Jarosław Szymkowiak. - To co w innych drużynach mieli tylko liderzy, u nas wszystkich 7-8 zawodników. Sprzęt, ubiór, klucze, skrzynki na narzędzia, zabezpieczone hotele na wyjazdy, obiady w restauracjach w czasie podróży, zamiast wcześniejszego grilla w lesie - dopowiedział Dudek. Morawskiemu finansowo szło dobrze. Miał hurtownię napojów i w Lubsku-Janiszowicach firmę zajmującą się przetwórstwem runa leśnego. - Na wiosce postawił wielkie hale, tiry wjeżdżały i wyjeżdżały jeden po drugim, nawet toalety były zrobione z rozmachem. Biało-niebieskie dla mężczyzn i biało-czerwone dla kobiet. Cała inwestycja to był wówczas najwyższy światowy poziom - wspomniał Sławomir Dudek. Rozmach wprowadził także do żużla. Jeszcze przed sezonem 1991 nie tylko od sprzętu ugięły się warsztatowe półki, ale i stadion przeszedł renowację, pojawiło się nowoczesne nagłośnienie, a krajowy skład został wzmocniony piątym zawodnikiem świata - Szwedem, Jimmy'm Nilsenem i młodą norweską gwiazdą - Larsem Gunnestadem. Wszystko po amerykańsku Z samych meczów też zrobił show. Miał w Stanach Zjednoczonych rodzinę i był w tym kraju tak zakochany, że w klubowym gabinecie miał ponoć nawet maszynę do popcornu. Więc wymarzył sobie, że będzie robił widowiska w amerykańskim stylu i tak się działo. Już przed inauguracyjnym meczem z Unią Leszno odbył się koncert muzyczny zespołu „Kombi”, a dla kibiców tańczyły ubrane w efektowne stroje dziewczyny z grupy „Magic girls”. - I tych dziewczyn nie było kilka, jak to wygląda dzisiaj na meczach PGE Ekstraligi, ale 30! Wszystkie stroje, pompony sprowadzał im z USA, bo w Polsce w ogóle tego nie można było dostać. My też czuliśmy się trochę jak gwiazdy, bo jak robiono dla nas kombinezony, to w klubie pojawiły się projektantki i każdy nie dość, że został dokładnie zmierzony od stóp do głowy, to jeszcze mógł sobie wybrać kolorystykę stroju - nadmienił Dudek. Wszystko było po amerykańsku. Wielkie M na gwieździstym sztandarze, wielkie M w barwach amerykańskiej flagi na plastronach, przyćmiewające charakterystyczną dla zielonogórzan Myszkę Miki, dla której miejsce znalazło się w rogu. - Bardzo nam na tej Myszce zależało i wymogliśmy to na prezesie - przyznał Dudek. W efekcie tak efektownej oprawy Unia Leszno już przed meczem była skazana na pożarcie. - Wyglądają jak z trzeciego świata - podsumował stroje leszczynian sam prezes Morawski, a spotkanie zakończyło się pewną wygraną gospodarzy 58:31. Lanie przyjął ze spokojem Już drugi mecz sezonu pokazał jednak, że rywalizacja w lidze wcale nie będzie dla zielonogórzan spacerkiem. Pojechali do Lublina i doznali sromotnego lania, ulegając miejscowemu Motorowi (wzmocnionemu Hansem Nielsenem), aż 29:61! - Wtedy wyszedł profesjonalizm prezesa. Nie zrobił tragedii z tego do się stało. Zamiast od razu rzucać karami, wysłuchał co się stało i omówiliśmy wspólnie co można poleprzyć. Miał świadomość, której brakowało kibicom. To, że ubrano nas w ładne ciuchy i kupiono nowe motocykle nie sprawiło przecież, że od razu staliśmy się mistrzami świata - powiedział Dudek. - Potem po każdym meczu w poniedziałek mieliśmy spotkanie z prezesem, działaczami, mechanikami. Krótko podsumowywaliśmy niedzielny mecz, a po 10-15 minutach, gdy już wszystko sobie wyjaśniliśmy, zajmowaliśmy się tym, co można usprawnić przed kolejnymi zawodami - dodał. - Mało pamiętam z czasów startów w Polsce. Mieliśmy po prostu odjechać zawody, otrzymać pieniądze i wracać do siebie. Dopiero w czasach Morawskiego był prawdziwy zespół. Nie wszystkim polskim zawodnikom odpowiadało, że przyjeżdżaliśmy z zagranicy i zabieraliśmy im miejsce, jednak w Zielonej Górze stworzyć ducha drużyny – powiedział niedawno 54-letni Jimmy Nielsen na antenie nSport+. Jego słowa w pełni potwierdził Sławomir Dudek. - Za to naprawdę szanuję prezesa Morawskiego. Ten klimat, który stworzył, pozbawiony wszelkiej zazdrości, był niepowtarzalny. Nie byłem wówczas żadnym orłem w tej drużynie, może tylko średniakiem, ale nie zazdrościłem Andrzejowi Huszczy, czy Jarosławowi Szymkowiakowi, że dostali więcej pieniędzy. Nikt w ogóle na to wtedy nie patrzył. Wszyscy jeździliśmy na zawody razem, busami. Gdy zatrzymywaliśmy się po drodze, to otwierało się bagażnik, a tam zachodnie papierosy, różnego rodzaju batony, napoje. Jedliśmy, piliśmy, rozmawialiśmy. To były niby takie dodatki, ale psychicznie bardzo nam pomagały. Takimi rzeczami budowaliśmy przewagę nad przeciwnikami. Wcześniej, gdy Wybrzeże Gdańsk sponsorował pan Wieczorek, to pamiętam jak zazdrościłem im świecących brokatem strojów. Gdy pojawił się Morawski, to nam zazdrościli wszyscy! Po klęsce w Lublinie zielonogórzanie szybko się otrząsnęli. Do końca sezonu doznali jeszcze tylko dwóch wyjazdowych porażek (28:62 w Bydgoszczy i 43:46 w Lesznie) i zremisowali mecz u siebie z Apatorem Toruń. To wystarczyło by z przewagą trzech punktów w tabeli nad Motorem Lublin, mogli świętować mistrzostwo Polski. Miało być 66 i było! Ostatni mecz (22 września) w ROW-em Rybnik to już była prawdziwa feta. Po każdym zwycięskim biegu gospodarzy z głośników rozlegało się „We are The Champions” grupy Quenn, a zielonogórzanie ze spadającymi z ligi 12-krotnymi mistrzami Polski (zlecieli ostatecznie po przegranych barażach z Wybrzeżem Gdańsk - przyp. red.) robili co chcieli. Ostatecznie uzyskanym wynikiem punktowym wskazali kibicom, na którą listę wyborczą mają głosować w zaplanowanych na 27 października 1991 roku wyborach, pierwszych w pełni wolnych wyborach do sejmu RP. Zwyciężyli 66:24, a właśnie nr 66 miała lista zgłoszona w okręgu nr 14, z której do sejmu miał się dostać sternik zielonogórskiego klubu. Lista miała oczywiście, jak przystało na pana Morawskiego, bardzo prostą i skromną nazwę - Lista Prezesa Morawskiego. Ambicji politycznych niestety nie udało mu się zrealizować. Ugrupowanie zebrało ponad 8000 głosów, ale o niespełna 800 za mało, aby uzyskać poselski mandat. Dla Morawskiego było to spore rozczarowanie. W trakcie sezonu chociaż nie musiał, to wykładał pieniądze na całą pozasportową otoczkę, by zapewnić kibicom rozrywkę, a całej Zielonej Górze rozgłos. Na stadionie koncertował „Lombard”, „Żuki”, a widownię rozśmieszali: kabaret Elita, Tadeusz Drozda czy Władysław Komar. - Jednego tylko żałuję, że stadion nie miał wówczas sztucznego oświetlenia. Wszystko odbywało się przy pełnym słońcu. Szczególnie sztuczne ognie i fajerwerki po spotkaniach wypadały blado. Teraz, gdy mecze kończą się ok. 22:00, wyglądałoby to dużo efektowniej - ocenił Dudek. Morderstwo i tragedie Od momentu wyborów dobra passa prezesa Morawskiego się zakończyła. Zimą przegrał z innym biznesmenem inwestującym w żużel - Romanem Niemyjskim prestiżowy pojedynek o kontrakt indywidualnego mistrza świata Jana Osvalda Pedersena. Duńczykowi zaproponowano w Rybniku 10 tysięcy marek za mecz i zamiast startów w drużynie mistrza Polski, wybrał ofertę z II ligi. Przed startem sezonu 1992 klubem zaś wstrząsnęła na dodatek dramatyczna historia. Dwaj zielonogórscy żużlowcy: Zbigniew Błażejczak i Marek Molka zostali oskarżeni, a następnie skazani za popełnienie brutalnego mordu. Poszło o samochód. Błażejczak kupił od biznesmena Jacka Ostojskiego samochód, ale zapłacił tylko zaliczkę. Gdy przyszło do zapłacenia reszty to zamiast pieniędzy Ostojski dostał 5 ciosów metalową rurką. Cała Zielona Góra była w szoku, tym bardziej, że pieniądze, które był wart opel omega Błażejczak mógł na torze zarobić w jednym meczu. Osłabiona drużyna Morawskiego zakończyła rozgrywki na ledwie czwartym miejscu. Przed kolejnym sezonem miały miejsce kolejne wstrząsy. W trakcie sparingu z Unią Leszno (21 marca 1993 roku) doszło do tragicznego wypadku z udziałem utalentowanego Andrzeja Zarzeckiego. Żużlowiec doznał rozległych obrażeń i na ich skutek trzy dni później zmarł. 6 czerwca jego los podzielił inny młodzieżowiec zielonogórzan - Artur Pawlak. 19-latek podczas meczu sparingowego z II-ligową Polonią Piła uderzył w tylne koło prowadzącego Grigorija Charczenki i z impetem uderzył w bandę. 15 dni później umarł. Osłabiony Morawski skończył sezon na 6. miejscu. Wówczas pojawiały się też pierwsze sygnały o kryzysie finansowym głównego sponsora i prezesa klubu. W 1994 roku zagraniczne gwiazdy przestały być kontraktowane na wszystkie mecze. Brian Karger ostatecznie wystąpił w sześciu spotkaniach, Henrik Gustafsson w trzech, a Peter Nahlin w jednym. Krajowi liderzy nie dostawali już nowych motocykli na zawołanie. Nawet z odebraniem płatności za mecze mieli problemy. W efekcie drużyna z hukiem spadła z ligi, a Morawski odszedł z klubu. Sen o potędze się skończył. Na kolejny medal - brązowy - zielonogórscy kibice musieli czekać wiele lat, do 2008 roku. Plotka o Czarnobylu Morawski dużo inwestował, potęgę klubu i swoją budował na kredytach, ale dlaczego nagle zabrakło mu finansowych możliwości? - Według mnie pogrążyli go nieuczciwi byli pracownicy oraz konkurencja, rozpowszechniająca plotki, że grzyby skupowane i przetwarzane przez Morawskiego są skażone w wyniku awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu (miała miejsce parę lat wcześniej w 1986 roku - przyp. red.). Zupełnie też się nie przyjęła na polskim rynku importowana wówczas przez niego borówka amerykańska - powiedział Dudek. Zadłużony były prezes zielonogórskiej drużyny, by uniknąć problemów z prawem, szybko wyemigrował za ocean. Mieszkał w Milwaukke, a ostatnio na Florydzie. Od grudnia 2012 przez jakiś czas twarz Zbigniewa Morawskiego widniała nawet w rejestrze osób poszukiwanych Komendy Głównej Policji. Ścigany był z art. 273 przez prokuraturę z Bielska-Białej i groziło mu do 2 lat więzienia za używanie dokumentu poświadczającego nieprawdę. Obecnie jednak na tej liście już nie widnieje.
Kiler i Kiler-ów 2-óch. Kultowe komedie kiedyś i dziś. Sprawdziliśmy, jak obecnie wyglądają miejsca z filmów Juliusza Machulskiego "Kiler" i "Kiler-ów 2-óch" to bezapelacyjnie jedne z najzabawniejszych komedii w historii polskiego kina. Świadczyć może o tym ogromna liczba widzów, którzy... 19 marca 2022, 8:50 Kultowe miejsca z polskich filmów i seriali. Wiele z nich znajduje się w Warszawie i okolicach. Wiemy, jak dziś wyglądają 13 Posterunek, Kiler, Miodowe lata, Rodzina Zastępcza, Dzień Świra, Niania - to tylko niektóre z produkcji, jakie mają swoje zaszczytne miejsce w historii... 10 marca 2022, 11:00 Ekipy filmowe zmorą Żoliborza. Nielegalne parkowanie, spaliny i hałas. "Duża uciążliwość dla mieszkańców" Żoliborz uchodzi za jedną z najpiękniejszych części Warszawy. Liczne parki, zieleń, mnogość zabytków i urokliwe uliczki willowe są nie tylko chlubą mieszkańców... 22 października 2019, 18:25 Warszawskie autobusy coraz bardziej atrakcyjnym planem zdjęciowym dla filmowców Autobusy i tramwaje w Warszawie to często cisi bohaterowie filmów i seriali. Zarząd Transportu Miejskiego podsumował miniony rok i poinformował, że filmowcy... 3 stycznia 2019, 7:37 Jak wyglądałyby znane filmy, gdyby ich akcja toczyła się w Warszawie? Jak wyglądałaby fabuła największych kinowych hitów i najpopularniejszych seriali, gdyby ich akcja toczyła się w Warszawie? Czy Forrest Gump poradziłby sobie w... 24 grudnia 2017, 10:28 Filmy z Warszawą w tle. Od polskiego kina aż po Bollywood! W Warszawie nakręcono dziesiątki filmów, zarówno polskich, jak i zagranicznych - od amerykańskich, przez francuskie, aż po egzotyczne bollywoodzkie produkcje.... 20 października 2017, 9:12 Jak wyglądałyby znane filmy, gdyby ich akcja toczyła się w Warszawie? Jak wyglądałaby fabuła największych kinowych hitów i najpopularniejszych seriali, gdyby ich akcja toczyła się w Warszawie? Czy Forrest Gump poradziłby sobie w... 15 lutego 2017, 14:12 Steven Seagal tropił tu przestępców, a Kiler kupował pomidorki. Słynne sceny kręcone w Warszawie W Warszawie nakręcono dziesiątki filmów, zarówno polskich, jak i zagranicznych - od amerykańskich, przez francuskie, aż po egzotyczne bollywoodzkie produkcje.... 25 sierpnia 2016, 14:08 Filmowa Stolica Lata. Dziś "Kiler" na Polu Mokotowskim [konkurs] We wtorkowy wieczór na kolejnym seansie w ramach Filmowej Stolicy Lata widzowie obejrzą słynną komedię Juliusza Machulskiego "Kiler”. 16 sierpnia 2011, 7:00