Unia Europejska uznała, że nie trzeba już poddawać zwierząt szkodliwym i śmiertelnym eksperymentom z postępem technologii. Jednak ze względu na dużą presję ze strony przemysłu kosmetycznego Unia stara się wycofać wsparcie dla produktów kosmetycznych wolnych od okrucieństwa. - Testy kosmetyczne na zwierzętach - Życie zwierząt
ANALIZA: Pat&Rub kontra Avon, czyli medialna wojna o testowanie kosmetyków na zwierzętach / Biznes , CSR , News / By Magda Posełek / wrz 18, 2018 W zeszłym tygodniu w sieci trwało medialne show z dwoma gwiazdami TVN-u w rolach głównych.
15 stycznia, 2023. Testy na zwierzętach w Stanach Zjednoczonych nie są już obowiązkowe przed rozpoczęciem testów klinicznych leków. To ogromna zmiana, o którą od lat walczyły organizacje ochrony zwierząt. Ale zainteresowane nią były także koncerny farmaceutyczne, bo metody alternatywne są bardziej skuteczne, tańsze i szybsze.
Introduction to The Test of a Civilization:* The Test of a Civilization - Test Cywilizacji (Napisy PL)http://www.youtube.com/watch?v=DxlTxVtWLkk http://stage
Osobne regulacje prawne dotyczą badań naukowych i edukacyjnych prowadzonych na żywych zwierzętach. Niezależnie od celu, który im przyświeca, użycie zwierząt do testów jest obwarowane licznymi przepisami. Zwierzęta używane są do badań nad nowymi lekarstwami, produktami chemicznymi czy dodatkami do żywności lub środkami ochrony
Testy na zwierzętach to temat wzbudzający liczne kontrowersje. Pomimo obowiązujących regulacji prawnych, testowanie na zwierzętach wciąż jest praktykowane. STRONA GŁÓWNA
W cyfrowym świecie, w którym żyjemy, toniemy w nadmiarze informacji na temat kosmetyków. Trudno jest samodzielnie ustalić, które źródła są wiarygodne. COSMILE Europe jest bazą danych Cosmetics Europe o składnikach kosmetycznych, która oferuje rzetelne, zweryfikowane i poparte naukowo informacje na temat niemal 30 000 składników
Testowanie kosmetyków na zwierzętach to wciąż gorący temat wśród społeczeństwa. Jednak przepisy mówią jasno – na terenie całej Unii Europejskiej, kosmetyki nie mogą być badane w ten sposób. Od 2004 r. nie wolno testować preparatów kosmetycznych, a od 2009 r. także składników wykorzystywanych do ich produkcji.
Pierwsze próby przeszczepiania serca u psów, kotów i królików wykonywane były m.in. w Instytucie Medycyny im. Gorkiego w Moskwie, w roku 1945. Prowadził je Nikołaj Sinitsin. Eksperymenty polegały na wszczepianiu drugiego serca do wnętrza ciała (zwykle była to szyja) zwierzęcia doświadczalnego.
Testy na zwierzętach. Od 11 marca 2013 w Unii Europejskiej obowiązuje całkowity zakaz testowania kosmetyków na zwierzętach. Przepisy zabraniają zarówno importu oraz sprzedaży testowanych kosmetyków jak i składników do ich produkcji. Niby pełen sukces obrońców praw zwierząt, ale niestety Komisja zostawiła możliwość obejścia
ujlUn. Każdego roku, informuje Uniwersytet Santa Clara, około 20 milionów zwierząt jest wykorzystywanych w eksperymentach medycznych lub do testowania produktów, z których wiele ginie podczas tego procesu. Zwolennicy praw zwierząt twierdzą, że takie testy są niepotrzebne i okrutne, podczas gdy zwolennicy testów na zwierzętach uważają, że korzyści dla ludzi przeważają nad kwestiami moralnymi. Alternatywy Jednym z argumentów przeciwko testom na zwierzętach jest to, że często istnieją bardziej akceptowalne alternatywy. Na przykład naukowcy mogą sprawdzić, czy chemikalia podrażnią oczy, używając bogatej w naczynia krwionośne błony wyściełającej jajo kurze, zamiast wystawiać oczy żywych zwierząt na działanie substancji chemicznej. Komórki hodowane w probówce (in vitro) i symulacje komputerowe mogą dać dobry obraz tego, jak zwierzęta i ludzie zareagują na niektóre testy. Przeciwnicy testów na zwierzętach opowiadają się za trzema zaleceniami: zastąpienie (znalezienie alternatywnych metod testowania), redukcja (wykorzystanie testów na zwierzętach tak mało, jak to konieczne) i udoskonalenie (upewnienie się, że testy na zwierzętach są przeprowadzane w najbardziej humanitarny i bezbolesny sposób). Nieznane zmienne Jednak alternatywy dla testów na zwierzętach nie zawsze działają, ponieważ system żywego organizmu może być nieprzewidywalny. Jeśli naukowcy przeprowadzą testy na modelach komputerowych, komórkach wyhodowanych w probówkach lub „organizmach niższych” (takich jak jaja lub bezkręgowce, a nie zwierzęta ciepłokrwiste), mogą nie zobaczyć tak pełnego obrazu wyników badań, jak w przypadku badań na żywych zwierzętach (lub zwierzętach bardziej podobnych do ludzi). Aby w pełni zrozumieć system żywego organizmu, naukowcy muszą w pewnym momencie przeprowadzić testy na zwierzętach. Niepotrzebne okrucieństwo Zwolennicy praw zwierząt twierdzą, że badania na zwierzętach są okrutne i niepotrzebne. Niektórzy łączą testy na zwierzętach z rasizmem lub seksizmem, twierdząc, że wszystkie żywe stworzenia są godne szacunku i że zadawanie zwierzętom cierpienia z jakiegokolwiek powodu jest moralnie złe. Dr Tom Regan, lider ruchu na rzecz praw zwierząt, pisze, że zwierzęta „mają przekonania i pragnienia; postrzeganie, pamięć i poczucie przyszłości ”. Argument, że testy na zwierzętach mogą być konieczne, nie jest usprawiedliwieniem z tego punktu widzenia, ponieważ naukowcy są odpowiedzialni za odkrywanie humanitarnych alternatyw. Większe dobro Zwolennicy testów na zwierzętach twierdzą, że doprowadził on do wielu postępów w nauce, podnosząc jakość życia zarówno ludzi, jak i zwierząt. Testy na zwierzętach pomogły nam opracować szczepionki, operacje, leczenie raka i inne ratujące życie osiągnięcia medyczne. Chociaż testy na zwierzętach mogą powodować ból u kilku zwierząt, wiele osób uważa, że większe dobro ludzkości przeważa nad tymi kosztami.
Jak boomerang powraca w mediach temat niezwykle szokujący opinię publiczną – testowanie produktów kosmetycznych na zwierzętach. mimo że na terenie ue zakaz takich praktyk obowiązuje już od wielu lat, to ciągle słyszymy o listach tworzonych przez różne organizacje broniące praw zwierząt, wymieniających marki „cruelty free” oraz marki, które nie są przyjazne zwierzętom. Warto przypomnieć, że w UE zakaz prowadzenia testów kosmetyków na zwierzętach wprowadzany był etapowo. Produkty gotowe nie są testowane na zwierzętach już od 11 września 2004 roku i również od tej daty nie są wprowadzane do obrotu na rynku UE produkty, które były testowane na zwierzętach. Od 11 marca 2009 roku nie są prowadzone w UE testy składników kosmetyków na zwierzętach. Z kolei od 11 marca 2013 roku obowiązuje zakaz wprowadzania do obrotu kosmetyków, których składniki były testowane na zwierzętach w celu spełnienia wymagań prawa kosmetycznego. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego Rady (WE) NR 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 r. dotyczące produktów kosmetycznych (dalej: rozporządzenie 1223/2009) wskazuje w art. 18, że na terytorium UE niedozwolone jest: • wprowadzanie do obrotu produktów kosmetycznych, których receptura końcowa podlegała testom na zwierzętach, • wprowadzanie do obrotu produktów kosmetycznych zawierających składniki lub ich kombinacje, które były testowane na zwierzętach, • prowadzenie we Wspólnocie testów gotowych produktów kosmetycznych na zwierzętach, • prowadzenie we Wspólnocie, w celu spełnienia wymogów rozporządzenia, testów na zwierzętach, dotyczących składników lub kombinacji składników. Więcej przeczytasz w wydaniu 6/2019 czasopisma Przemysł Farmaceutyczny w dodatku Kierunek Kosmetyki fot. 123rf/zdjęcie ilustracyjne
Testowanie kosmetyków na zwierzętach to kontrowersyjny temat, ale myślę, że śmiało można powiedzieć, że większość z nas mając wybór, wybrałaby kosmetyki nietestowane. Ale jak dobrze znasz temat testowania? Temat testowania często zamknięty jest w czarno-białej opowieści, gdzie złe i krwiopijcze korporacje na siłę testują kosmetyki na zwierzętach, by potem zarabiać grube miliony. Ale czy te sprawy są naprawdę tak proste? Od ponad 5 lat siedzę w temacie testowania na zwierzętach oraz bezpieczeństwa kosmetyków i powiem Wam, że te sprawy nie są wcale tak proste. Choć chcielibyśmy wierzyć, że u źródła problemu są rządne zysków korporacje, prawda jest taka, że od wielu lat większość firm nie testuje swoich produktów na zwierzętach. Modę na to rozpoczął Revlon, który był jedną z pierwszych firm, które ogłosiły, że nie będą testować i przez lata wiele innych dołączyło do tego ruchu. Jednak większość z nich dalej funkcjonuje na listach PETA jako firmy testujące. O co chodzi? Jest kilka problemów z klasyfikowaniem firm jako nietestujących. Podam Wam przykłady. 1. Firma A i firma B kupują nietestowany składnik X od laboratorium. Firma B zleca laboratorium przetestowanie składnika X na zwierzętach. Czy firma A może dalej deklarować, że używa składników nietestowanych na zwierzętach? 2. Firma D opracowała bez testowania składnik Y. Firma E, która jest w układzie partnerskim z firmą D, zaczyna produkować kosmetyki ze składnikiem Y. W pewnym momencie jednak firma D decyduje się przetestować składnik Y na zwierzętach. Czy firma E, która nie zlecała żadnych testów, może dalej deklarować, że używa składników nietestowanych? 3. Firmy F, G i H używają składnika Z, który nigdy nie był testowany na zwierzętach. Uniwersytet I w ramach badań naukowych decyduje się przeprowadzić testy składnika Z na zwierzętach. Czy firmy F, G i H, które w żaden sposób nie zlecały, ani nie sponsorowały owych badań i nie mają żadnych powiązań z uniwersytetem I, mogą dalej deklarować, że nie testują na zwierzętach? 4. W ramach badań medycznych testuje się produkt Q. Jest on jest używany na delikatnych organach ludzkich i ma znaczenie w polepszaniu jakości życia pacjentów. Ze względów bezpieczeństwa, produkt Q testowany jest początkowo na zwierzętach. Istnieje też firma J, która w żaden sposób w owych testach nie uczestniczy, nie sponsoruje ich ani nie zleca. Używając technologii produktu Q oraz faktu, że dzięki testom na zwierzętach produkt Q jest uznawany za bezpieczny, firma J produkuje produkt X, który służy celom kosmetycznym. Czy w tym układzie produkt X jest testowany na zwierzętach i czy firma J może deklarować, że nie testuje na zwierzętach? Te problemy może brzmią abstrakcyjnie, ale są realnymi problemami. Sama zetknęłam się z przykładem numer 1, gdy agencja marketingowa, z którą współpracowałam, bardzo chciała uzyskać od swojego klienta - światowej firmy kosmetycznej - deklarację, że nie testują (taka deklaracja ma ogromną wartość marketingową). Firma odpowiedziała, że choć sami NIGDY nie zlecili żadnego testu, nie mogą zagwarantować, że inna firma nie zleciła takowych testów. Nie czuli, że w takim wypadku mogą zadeklarować, że są "cruelty free". Jednak, wiele firm deklarujących, że są cruelty-free nie ma takich skrupułów. Problem numer 2 dotyka wszystkich marek, zrzeszonych w ramach konglomeratów jak Estee Laurder czy L'Oreal. Gdy marki te wchodziły na rynek chiński, wszystkie podmarki w ramach tych grup zostały przez PETA ochrzczone jako testujące na zwierzętach. Na rynku chińskim jest zasada, że nie trzeba testować składników, które już raz zostały przetestowane. Więc większość produktów zostanie dopuszczonych bez żadnego problemu i dodatkowych testów, zwłaszcza, jeśli mają proste składy. Ale jeśli zawierają jakiś nowatorski, opatentowany składnik, ów składnik zostanie przetestowany. Ten przypadek można rozciągnąć na Mexoryl - bardzo stabilny filtrs UVA, opatentowany przez L'Oreal. Gdy LOreal wprowadzał firmę Khiels na rynek chiński (a Khiels używa między innymi Mexorylu w swoich kremach przeciwsłonecznych), nagle wszystkie firmy z wachlarza L'Oreal, uwzględniając The Body Shop, okrzyknięto jako testujące - nawet te, które nie używają wymagających testowania składników. Mimo tego, Khiels wciąż uważa się za firmę nietestującą. The Body Shop nie prowadzi też sprzedaży swoich produktów w Chinach. Problem numer 3 jest moim zdaniem najgorszy i jednocześnie świadomość jego jest NAJMNIEJSZA. Uniwersytety i ośrodki naukowe są największymi i najbardziej bezwzględnymi miejscami torturowania zwierząt, ale nikt nie ma prawa im nic powiedzieć. Unia Europejska zakazała laboratoriom komercyjnym testowania, ale nie zabroniła nic uniwersytetom. Testowanie na zwierzętach w ramach powtarzanych po milion razy eksperymentach, to szara rzeczywistość uczelni. Co jakiś czas robione są bardziej innowacyjne eksperymenty, ale o ile firmy komercyjne robią je w ramach testów in vitro, badacze w ośrodkach naukowych nie mają żadnych ograniczeń. Prowadząc tego bloga, znajduję co chwilę testy tego czy innego składnika na zwierzętach - właśnie w wykonaniu uniwersytetów. Żadna firma kosmetyczna za te badania nie płaci. Czasem są one wykonywane pod pretekstem medycznych poszukiwań, ale w większości przypadków jest to robienie czegoś po to, by móc dostać tytuł czy grant naukowy. Czwarty przypadek odnosi się do problemu soczewek. Firmy jak Bauch & Lomb testowały soczewki na zwierzętach, bo testowanie na oku człowieka jest zbyt ryzykowne. Soczewki kontaktowe mają wartość kosmetyczną, ale ciężko odmówić im wartości medycznej. Ale są firmy, które produkują soczewki stricte kosmetyczne, gdzie ciężko dopatrzeć się jakieś wartości medycznej. Czy firmy wykorzystujące medyczne technologie do niemedycznych celów mogą deklarować, że nie testują swoich produktów na zwierzętach? Chciałam Wam zwrócić uwagę, że temat testowania jest o wiele bardziej złożony, niż niektórzy próbują nam go "sprzedać". Tak łatwo przekierować gniew na bogate korporacje, tak łatwo jest w świecie marek widzieć złoczyńców. Ale o wiele trudniej jest np. narzucić ograniczenia uczelniom. Odruchowo nienawidzimy korporacji, ale świat nauki chcemy darzyć szacunkiem. Progresywne prawodawstwo w sprawie testowania może i wyeliminuje przypadki 1 i 2, ale 3 i 4 są właściwie pozostawiane bez komentarza i bez żadnej świadomości ich istnienia. Czy w tak zagmatwanym świecie, możliwe jest nawet używanie kosmetyków nietestowanych na zwierzętach? W pewnym sensie, nie ma takiej możliwości. Wszystkie składniki dostępne na rynku zostały już przetestowane na zwierzętach - niekoniecznie na zlecenie firm kosmetycznych, ale może w ramach badań naukowych na uczelniach. Jedyne co możemy robić, to szukać kosmetyków, opartych na znanych i nie patentowanych składnikach. Dlatego myślę, że warto unikać firm, deklarujących władanie dziesiątkami patentów i zamiast tego wybierać kosmetyki o "typowych" składach. I warto umieć czytać składy - nie mówię tutaj o jakimś wysokim poziomie wiedzy, ale nawet pobieżna umiejętność rozpoznania nazw prostych składników, daje nam więcej kontroli nad tym, co kupujemy. Jeśli jakiś składnik nie jest nam znany, polecam wyszukać go na anglojęzycznej Wikipedii (polskie opisy są bardzo często niewystarczające) i przejrzeć też materiały źródłowe w na ich temat, co często pozwala wychwycić, w jaki sposób dany składnik był testowany. Kiedyś wspominałam, że firmy koreańskie chętnie deklarują, że nie testują swoich produktów na zwierzętach - jest to postrzegane jako świadectwo jakości i bezpieczeństwa (tak dobre i naturalne, że nie trzeba testować). Znalazłam listę, stworzoną przez koreańską organizację, promującą używanie kosmetyków cruelty-free. Gwiazdka w pierwszej kolumnie oznacza brak testów na zwierzętach, w drugiej zaś oznacza, że firma nie używa produktów odzwierzęcych; trzecia gwiazdka oznacza, że firma nie eksportuje do Chin: Marki, które nie testują oraz nie są sprzedawane w Chinach, uwzględniają Sidmool. Na liście firm nietestujących są też firmy Etude House, Innisfree, Sulwhasoo oraz IOPE. Jak wspominałam, sprzedawanie produktów w Chinach nie jest równoznaczne z testowaniem, jeśli marka nie używa wymyślnych składników. Jako nietestujące deklarują się również firmy BRTC oraz Skin79. Oczywiście te deklaracje nie obejmują sytuacji, opisanych we wcześniejszej części artykułu. Oznaczają jedynie, że owe firmy nie zlecają nikomu wykonywania testów na zwierzętach.